Bardzo ciężko przychodzi mi "uwalnianie się" od Edyty. Niby na większość pytań już sobie odpowiedziałem, ale jednak słowo "Dlaczego?" często powraca. Nie umiem tak po prostu odciąć się i żyć jak dawniej. To już nie ten sam Morris. Edyta przewartościowała moje życie i nie mam już ochoty wracać do starych nawyków, zachowań. Jestem starszy, bogatszy o nowe doświadczenia, więc błądzącego we mnie studenta, kelnera mam ochotę po prostu pogrzebać. Nie pozwalać mu wychodzić ze środka. Tylko miejsce w którym obecnie się znajduje wcale mi w tym nie pomaga. Akademik. Ten sam w którym przepoczwarzałem się wielokrotnie. Gdzie spędziłem najwspanialsze lata, gdzie poznawałem swoją seksualność i gdzie pod koniec pobytu zrodziła się nadzieja na wejście w inny stan. Gdzie podjąłem próbę rozliczenia się z przeszłością i stworzenia nowej, pięknej, pozbawionej fałszu relacji.
O względy Edyty walczyłem bardzo długo patrząc na moje wcześniejsze dokonania na tym polu. Kobiety zawsze dzieliłem na dwie kategorie. Na te z którymi chcę się przespać i na te z którymi mogę stworzyć chwilową emocjonalną więź. Mój rekord sprowadzenia atrakcyjnej, nowo poznanej dziewczyny do łóżka to jedna rozmowa. Udział alkoholu w tym zdarzeniu był niewielki. Ta łatwość nawiązywania kontaktów czasem mnie przerażała, bo w pewnym momencie poczułem się jak męska dziwka. Wszystko było płytkie i mechaniczne. Mimo faktu, że moje potrzeby były zaspokajane, podwyższałem swoją wartość kolejnymi rekordami a moje ego aż kipiało to nie czułem się dobrze. Czegoś mi brakowało tylko nie wiedziałem jeszcze czego. Pomyślałem, że należy troszkę zwolnić i skupić się budowaniu głębszej relacji z jedną partnerką. Wszedłem kilka razy w takie "związki", które trwały góra 10-12 miesięcy. Zakładałem maskę, żeby pokazać jaki to fantastyczny jestem w środku; że oprócz mega sprawności i fantazji w łóżku mam także ciekawą osobowość i potrafię kochać. Słowa "Kocham" starałem się jednak nie używać zbyt często. Nie rozumiałem za bardzo jego znaczenia. Przez pewne braki emocjonalne z czasów dzieciństwa nie rozumiałem większości słów, którymi posługują się ludzie w związkach. O uczuciach dowiadywałem się z książek. Byłem bardzo zimny w środku i dlatego z taką łatwością kończyłem kilkumiesięczne znajomości. Było to brutalne, ale jak widać potrzebne, bo moje byłe partnerki są teraz szczęśliwe patrząc na ich zdjęcia z rodzinami. Mam nadzieję, że to nie jest złudzenie a ich mężowie i dzieci to nie efekt odreagowania za krzywdy które im wyrządziłem. Śmieszy mnie trochę takie przekonanie o moim leczniczym udziale w ich życiu, o mojej misyjności. Taki facet jak ja na pewno w dużym stopniu wpłynął na ich dorosłość; zwrócił uwagę, że życie wcale nie jest takie kolorowe, że spotka jeszcze je wiele rozczarowań. A jeszcze śmieszniejsza jest sytuacja w której teraz ja się znajduję. Za pewne trafiłem na osobę, której też włączyło się naprawianie innych poprzez ból i cierpienie. Wiek się zgadza. W tym okresie moje zdolności terapeutyczne były najsilniejsze :) Nie wierzę, że tak dałem się zaskoczyć. Nie wiem czy mam to traktować jako karmę, karę za swoje występki?! Może Edyta jest sumą moich wcześniejszych zachowań, w sposób nieświadomy ją taką stworzyłem; jest reakcją na ból który opanował moje ciało i umysł w ostatnim czasie? A może dużo wcześniej taka była a ja po prostu tego nie chciałem widzieć. Lekceważyłem ją, bo skoro jest tyle młodsza to co może o życiu wiedzieć. A jednak znała życie dużo lepiej niż mogłem przypuszczać. Wiek jest tylko liczbą a dojrzałość określa świadomość i ilość doświadczeń - często negatywnych. Nie miała z pewnością łatwego dzieciństwa, zbyt dobrych relacji z rodzicami, czuła niedosyt, czuła się niepotrzebna, niekochana. Widać to było w jej oczach. Dlatego tak mnie fascynowała. Nie była jak te słodkie idiotki z którymi romansowałem. Jej poza wołała o pomoc mimo, że próbowała to ukryć. Mówiła mi przy naszym ostatnim spotkaniu, że każdy facet myśli tylko w jeden sposób. Powodem zbliżenia jest chęć zaliczenia. Akurat w tym przypadku się myli. Mimo, że jest bardzo atrakcyjną kobietą, moim chodzącym ideałem to bardziej kręciła mnie jej dusza. Próbowałem ją za wszelką cenę rozgryźć i w jakiś sposób pomóc w walce ze sobą. Widać było, że jest zagubiona i trzeba jej podać rękę. Czekałem tylko na moment aż będę mógł się do niej zbliżyć. Drogą do pełnego poznania było wejście w związek. Po raz pierwszy w życiu byłem pewien, że tego właśnie chcę. Nie zapomnę chwili kiedy na ławce w parku zapytałem ją czy chce ze mną być. Cały dzień biłem się z myślami czy ją o to zapytać, bo jeśli zostanę odrzucony to już nigdy nie będę miał do niej dostępu. Ta niepewność mnie niszczyła. Nie wiedziałem jakiej reakcji mogę się po niej spodziewać. Kiedy więc doszło do naszego pierwszego pocałunku byłem najszczęśliwszym facetem na ziemi. Osiągnąłem to o czym marzyłem przez długi czas. Niesamowite uczucie. Smak tej chwili czuję nawet teraz i będzie mi jeszcze długo towarzyszył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz