Ta lekcja będzie punktem zwrotnym w moim życiu. Nie wypadek. Zrozumiałem, że jeśli podejmuje się ryzyko bycia w związku to trzeba pełnić w nim określone role. Nieważne czy jest się kaleką czy nie. Nie można żyć tylko dla siebie. Nie można nie zauważać krzyku drugiej osoby, być obojętny na jej krzywdę. Kim ja byłem dla niej? Tyranem, katem jej uczuć. Bardzo żałuję, że dopiero teraz to wszystko widzę. Dawała mi tyle znaków a ja je lekceważyłem. Za każdym razem kiedy chciała pomóc mi i sobie trafiała na mur. Ale zamiast wyciągać dłoń mogła ją zgiąć w pięść i przez ten mur się przebić. Przecież jest silną kobietą. Mogła uderzać aż do skutku, kiedy w końcu spojrzę na jej ręce i zobaczę krew. Nie zrobiła tego. Po kilku próbach poddała się. Świadczy to tylko, że jej miłość w stosunku do mnie była niepełna. Czegoś tam brakowało. Jakiegoś magicznego czynnika. Może zbyt szybko przeszliśmy z relacji kumplowskich w związek. Nawet flirtu nie było. Od razu rola dziewczyna - chłopak. Nasz pierwszy raz był dziwny. Ani ja ani ona nie pamiętamy za bardzo tego wydarzenia a przecież to ono nadaje kolorytu naszej relacji. Na szczęście nasze następne razy były już lepsze. Tych zbliżeń było mnóstwo w początkowej fazie związku. Trafiłem na kobietę, która ma tak samo wysokie libido jak ja. Pod tym względem nie można było chyba trafić lepiej patrząc przez pryzmat moich wcześniejszych doświadczeń. Czułem, że nasze zbliżenia dają nam obojgu energię. Nie było tam nic mechanicznego. Nasze ciała idealnie ze sobą współgrały. Nasze oczekiwania były bardzo podobne. Nie wstydziła się mnie ani ja jej. Można mówić o jakiegoś rodzaju symbiozie. Mimo wielogodzinnych nocnych uniesień mieliśmy na tyle siły, żeby rano wstać i spełniać się w pracy. To się bardzo rzadko zdarza w związkach. Zazwyczaj jest rozczarowanie. My rozczarowaliśmy się sobą nie przez łóżko a poprzez niemoc w obliczu tragedii, którą niewątpliwie było moje pobicie. Staraliśmy się zachować pozory, że wszystko się przecież jeszcze ułoży. Żyję i to tylko kwestia czasu kiedy wrócę do pełni formy. I tak pewnie by było gdybym nie odpłynął. Zagubiłem się. Gdzieś w środku obwiniałem ją o to co się stało. Jakie to głupie było z perspektywy czasu. Przecież w żaden sposób nie zawiniła. Nasze dalsze relacje były budowane na poczuciu winy, na potrzebie wynagradzania sobie krzywd, na tym, że przeżyliśmy razem trudne chwile i że to był test a my go przeszliśmy. Nie staraliśmy się o siebie tak jak dawniej. Z moich ust nie padały żadne ciepłe słowa, które by zapewniły jej poczucie bezpieczeństwa. Moja niedostępność i skoncentrowane się na sobie dały jej w końcu powód, żeby się zastanowić czy faktycznie jest sens to kontynuować. Tylko ja pod tą skorupą ciągle byłem i czekałem na odpowiedni moment, żeby się przełamać. Nie zdążyłem niestety. Zlekceważyłem jej uczucia, nie doceniłem tego kim jest i straciłem na zawsze. Przyznanie się do błędu nie jest łatwe dla faceta, ale wiem, że na tę decyzję w 80 % wpłynąłem ja. Będę musiał się w końcu z tym pogodzić.
Teraz oboje mamy czas, żeby odetchnąć i nad wszystkim się zastanowić a jak minie kilka lat to być może się znów skonfrontujemy. Ona będzie miała już dość poznawania obcych penisów a ja przestanę się cieszyć ciasnymi, ciepłymi wnętrzami studentek. W życiu są ważniejsze sprawy niż odkrywanie swojej seksualności. Kto wie co jeszcze los dla nas przygotował.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz