niedziela, 20 listopada 2016

"Jak skutecznie stracić idealną dziewczynę i zniechęcić do siebie ludzi" part II

Tak bardzo jestem zmęczony. Zastanawiam się czy chociaż raz w tym miesiącu spałem więcej niż dwie godziny w ciągu dnia. Przecież człowiek bez odpoczynku, bez snu umiera. Może już umarłem? Jestem przecież zimny, zesztywniały. Żar, który tlił się w moim sercu do końca już wygasł. Nadzieja na naprawę "Nas" umarła. Jak bardzo boli kiedy słyszy się, że "Nas" już od dawna nie ma. Że nie naprawi się czegoś co nie istnieje. Tylko co było przez ten czas? Świadome mydlenie oczu? Czekanie na moment kiedy ma bardziej zaboleć? Jej prawdziwa natura? Chęć odreagowania krzywd, które jej wyrządzono? Nie rozumiem. Przecież mnie kochała. Żyła dla mnie. Co się nagle wydarzyło? Przecież ja dla niej przetrwałem. Chciałem pokazywać jak ważna jest w moim życiu. No właśnie chciałem. Nie pokazywałem. Czekałem na moment aż odkopię się spod warstwy problemów, które sobie stwarzam. Za długo byłem pod ziemią a ona straciła jakąkolwiek nadzieję, że wyjdę na powierzchnię. Ale wyszedłem. Udało się. Opanowałem chaos w mojej głowie. Tylko gdzie ona jest?! W którą stronę uciekła?!
Ta lekcja będzie punktem zwrotnym w moim życiu. Nie wypadek. Zrozumiałem, że jeśli podejmuje się ryzyko bycia w związku to trzeba pełnić w nim określone role. Nieważne czy jest się kaleką czy nie. Nie można żyć tylko dla siebie. Nie można nie zauważać krzyku drugiej osoby, być obojętny na jej krzywdę. Kim ja byłem dla niej? Tyranem, katem jej uczuć. Bardzo żałuję, że dopiero teraz to wszystko widzę. Dawała mi tyle znaków a ja je lekceważyłem. Za każdym razem kiedy chciała pomóc mi i sobie trafiała na mur. Ale zamiast wyciągać dłoń mogła ją zgiąć w pięść i przez ten mur się przebić. Przecież jest silną kobietą. Mogła uderzać aż do skutku, kiedy w końcu spojrzę na jej ręce i zobaczę krew. Nie zrobiła tego. Po kilku próbach poddała się. Świadczy to tylko, że jej miłość w stosunku do mnie była niepełna. Czegoś tam brakowało. Jakiegoś magicznego czynnika. Może zbyt szybko przeszliśmy z relacji kumplowskich w związek. Nawet flirtu nie było. Od razu rola dziewczyna - chłopak. Nasz pierwszy raz był dziwny. Ani ja ani ona nie pamiętamy za bardzo tego wydarzenia a przecież to ono nadaje kolorytu naszej relacji. Na szczęście nasze następne razy były już lepsze. Tych zbliżeń było mnóstwo w początkowej fazie związku. Trafiłem na kobietę, która ma tak samo wysokie libido jak ja. Pod tym względem nie można było chyba trafić lepiej patrząc przez pryzmat moich wcześniejszych doświadczeń. Czułem, że nasze zbliżenia dają nam obojgu energię. Nie było tam nic mechanicznego. Nasze ciała idealnie ze sobą współgrały. Nasze oczekiwania były bardzo podobne. Nie wstydziła się mnie ani ja jej. Można mówić o jakiegoś rodzaju symbiozie. Mimo wielogodzinnych nocnych uniesień mieliśmy na tyle siły, żeby rano wstać i spełniać się w pracy. To się bardzo rzadko zdarza w związkach. Zazwyczaj jest rozczarowanie. My rozczarowaliśmy się sobą nie przez łóżko a poprzez niemoc w obliczu tragedii, którą niewątpliwie było moje pobicie. Staraliśmy się zachować pozory, że wszystko się przecież jeszcze ułoży. Żyję i to tylko kwestia czasu kiedy wrócę do pełni formy. I tak pewnie by było gdybym nie odpłynął. Zagubiłem się. Gdzieś w środku obwiniałem ją o to co się stało. Jakie to głupie było z perspektywy czasu. Przecież w żaden sposób nie zawiniła. Nasze dalsze relacje były budowane na poczuciu winy, na potrzebie wynagradzania sobie krzywd, na tym, że przeżyliśmy razem trudne chwile i że to był test a my go przeszliśmy. Nie staraliśmy się o siebie tak jak dawniej. Z moich ust nie padały żadne ciepłe słowa, które by zapewniły jej poczucie bezpieczeństwa. Moja niedostępność i skoncentrowane się na sobie dały jej w końcu powód, żeby się zastanowić czy faktycznie jest sens to kontynuować. Tylko ja pod tą skorupą ciągle byłem i czekałem na odpowiedni moment, żeby się przełamać. Nie zdążyłem niestety. Zlekceważyłem jej uczucia, nie doceniłem tego kim jest i straciłem na zawsze. Przyznanie się do błędu nie jest łatwe dla faceta, ale wiem, że na tę decyzję w 80 % wpłynąłem ja. Będę musiał się w końcu z tym pogodzić. 
Teraz oboje mamy czas, żeby odetchnąć i nad wszystkim się zastanowić a jak minie kilka lat to być może się znów skonfrontujemy. Ona będzie miała już dość poznawania obcych penisów a ja przestanę się cieszyć ciasnymi, ciepłymi wnętrzami studentek. W życiu są ważniejsze sprawy niż odkrywanie swojej seksualności. Kto wie co jeszcze los dla nas przygotował. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz