niedziela, 20 listopada 2016

Przegrana walka.

Uspokajam się. Powoli schodzi ze mnie całe te napięcie, które niszczyło mnie od środka. Ile ja przeprowadziłem ze sobą rozmów w ostatnim czasie. Tyle pytań i bardzo mało konkretnych odpowiedzi. Same domysły; podpowiedzi ze strony rozumu. Moje ciało reagowało razem z moimi myślami. W końcu mogę jeść. Żołądek już tak nie ściska, jelita się nie buntują. Odruch wymiotny ustał. Jedynie serca nie mogę poskromić. Bije z taką siłą, że obawiam się czy zostanie na miejscu czy wyrwie się z piersi. Ale na szczęście leki pozwalają je uspokoić. Przytulić i pocieszyć. Szkoda, że nie brałem ich od momentu kiedy padły te nieprzyjemne, najgorsze w moim życiu słowa. Słowo "rozstanie" było wtedy dla mnie jednoznaczne ze słowem "umieraj". Nagle tracę wszystko. Zupełnie jak w dniu kiedy mnie pobito. W kilka minut straciłem pracę, pasje, zdrowie, lokum i pomysł na dalsze życie. Została mi tylko ONA. Może powinienem napisać "aż" ona. Jeszcze w szpitalu musiałem stoczyć walkę z samym sobą. Byłem tak naszprycowany chemią, że nie wiedziałem kim tak naprawdę jestem. Co dzieje się w mojej głowie? Dlaczego widzę te postaci? Czego ode mnie chcą? Bałem się. Cholernie bałem się, że jestem już po drugiej stronie i to w najgorszym miejscu. Myślałem, że Ci z góry oceniają moje życie jako dobre. Przecież nic takiego złego nie zrobiłem. Starałem się szanować drugiego człowieka, rozumieć jego potrzeby, wspierać w chwilach zwątpienia. A tu nagle jestem w czymś mrocznym i złym. Szarpany, bity, upodlony. Te apokaliptyczne wizje pomieszane z jakimś sadomasochistycznym porno nie dawały mi spokoju przez kilka dni pobytu na IOMie. Nawet gdy otwierałem oczy widziałem te zboczenia. To było coś strasznego. Do tej pory mam dreszcze jak o tym wspominam. Czy mój umysł sam tworzy takie wizje czy ta ciężka chemia i wstrząs spowodowały taki stan?! Mam nadzieję, że to drugie, bo zacząłbym się bać o swoją duszę. Jej dotyku, ciepła rąk nigdy nie zapomnę. W chwilach gdy mrok mnie pochłaniał ona była przy mnie dając mi siłę, że wygram tę walkę i wrócę do żywych. Niczego wtedy tak nie pragnąłem jak tylko obudzić się, spojrzeć jej głęboko w oczy, uśmiechnąć się i powiedzieć: "Dla Ciebie tylko żyję. Dla Ciebie tu zostałem". Nikt tego nie zrozumie dopóki sam nie będzie w podobnej sytuacji. Miałem dużo wsparcia ze strony rodziny. Mama czuwała przy mnie non stop. Cała rodzina się o mnie modliła, żebym tylko przeżył. Ale to ONA była powodem dla którego tak naprawdę chciałem wrócić do życia. Tylko jej ciepła potrzebowałem. Ona dawała mi nadzieję, że mimo poważnych obrażeń w końcu stanę na nogi i pokażę światu, że nie można mnie złamać. Co się stało, że teraz jej nie ma?! Byłem zbyt słaby. Poległem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz