sobota, 24 września 2016

Cierpienia Młodego Morrisa...

Ostatnio dość często nachodzą mnie myśli z cyklu tych "potępianych przez kościół katolicki". Bardzo ciężko jest mi pogodzić się z obecnym stanem zdrowia. Tak nie miało być. Moje drobne grzeszki czy chwilowe zawirowania na polu edukacyjnym nie powinny być powodem, aby tak mnie karać. Czy byłem złym człowiekiem? W opinii skrzywdzonych przeze mnie dziewczyn pewnie tak. Najgorszym. Typowy przedstawiciel facetów, którzy by osiągnąć cel potrafią zagrać wiarygodnie rolę najwspanialszych. Usłyszałem kiedyś od swojej byłej, że powinienem dostać za to Oskara. Nie potrafiłem nigdy budować większych relacji niż na jedną noc. Nie wiem z czego to wynika. Pewnie ma to swoje źródło w relacjach z rodzicami albo po prostu mam wyłączony w mózgu fragment odpowiedzialny za uczucia. Uruchomił się dopiero jak dostałem wpierdol na ulicy. Od tego momentu jakiś ckliwszy się stałem. Teraz to dopiero czuję ból istnienia - fizyczny i psychiczny. A najbardziej boli utracona nadzieja. Dostrzegam podobieństwo pomiędzy oczekiwaniami kobiet będących ze mną w związku a moją obecną sytuacją zdrowotną. Te rozczarowanie kiedy miało być pięknie, kolorowo a jest smutno i szaro. Ciekawe co bardziej boli ich rana na psychice czy moja na brzuchu?! Myślę, że moja. One znalazły sobie lepszych facetów, mają dzieci, są szczęśliwe. Ja po dwóch latach od pobicia cierpię coraz bardziej.  Poddałem się ponownej operacji, żeby pozbyć się problemu. Miałem cichą nadzieję, że lekarze mi pomogą. Przecież wcześniej uratowali mi cudem życie, więc dlaczego teraz przy tak prostym zabiegu nie mogą mnie uwolnić od nieprzyjemnych dolegliwości. No niestety nie tym razem. Muszę najpierw odpokutować. Cierpię. Ale czy dam radę czy wybiorę najwyższy budynek w mieście?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz