Nie mogę robić tak długich przerw od pisania. Nadmiar emocji musi w końcu ze mnie wyjść a to chyba jedyna forma gdzie mogę w jakiś sposób odreagować. Próbowałem u psychologa, ale stwierdził, że jestem na tyle świadomy procesów jakie we mnie zachodzą, że dalsza pomoc z jego strony będzie zbędna. Czuję się rozczarowany, bo jednak sam fakt porozmawiania z nim dawał mi niesamowite poczucie ulgi. Cóż, kolejna osoba mnie porzuciła. Taki mój los. Dobrze, że jeszcze kilka osób przy mnie zostało. Jestem im za to bardzo wdzięczny.
Patrzę na życie z perspektywy faceta, który miał wiele a sądził, że nie ma nic. Teraz kiedy wiele stracił, widzi jak głupie to było myślenie. Naprawdę ludzie nie doceniają tego ile mają. Jeśli urodzili się zdrowi i zdrowie ciągle ich nie opuszcza to powinni być wdzięczni za to. Chyba nie ma większej niż to wartości. Ile bym dał, żeby choć na jeden dzień uwolnić się od bólu. Bez pomocy tabletek. Mam dni kiedy czuję w sobie niesamowitą moc twórczą, kiedy poznawanie ludzi i rozmowa z nimi daje mi energię, kiedy swoją pewnością siebie i uśmiechem zarażam innych. Ale gdy pojawia się ból - w jakiejkolwiek formie - to mam ochotę wybrać najwyższy budynek i po prostu skoczyć. To aż dziwne, że są we mnie aż takie skrajności. Nawet teraz mógłbym wyjść i pofrunąć. Może tam byłoby lepiej. Bardziej przejrzyście, bo tu nie jest. Ciągle nie mogę pogodzić się z przeszłością; mam żal do siebie, że nie umiałem dbać o związek, że moje nałogi były silniejsze ode mnie, że nie szukałem pomocy za wszelką cenę w kwestiach związanych z rehabilitacją. Przed wypadkiem potrafiłem zadbać o tyle spraw, być konsekwentny i nie potrzebowałem do tego nikogo. Sam byłem sobie sterem, żaglem i okrętem. Po wypadku oczekiwałem pomocy od wszystkich i miałem żal, że ktoś nie czyta w moich myślach. Byłem bierny a wymagałem niemożliwego choćby od Edyty. Ciężko się przechodzi przez coś takiego. Teraz podjąłem próbę naprawiania siebie. Nie chcę mieć już więcej do siebie żalu, bo to jest najgorsze uczucie jakie poznałem. Tylko te efekty są tak mało widoczne. Jestem niecierpliwy i drażni mnie, że poprawa może nastąpić za kilka miesięcy dopiero. Chociaż na ten czas nie wierzę, że cokolwiek zmieni się na lepsze. Ból odbiera mi nadzieję, że kiedyś może być lepiej. Chyba jedynie po tamtej stronie.
Miałem nie marudzić, ale widzę, że to dzisiaj nieuniknione. Przybity, zmęczony i nawet pisanie sprawia dzisiaj ból. Czytanie tego chyba większy. Może kolejny dzień przyniesie coś dobrego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz